← Wróć do bloga

Migracja sklepu na Magento to jeden z tych projektów, w których najwięcej można stracić po cichu. Nieważne, czy przenosisz się ze starszego Magento 1 (którego oficjalne wsparcie skończyło się w czerwcu 2020 roku), czy z zupełnie innej platformy — WooCommerce, PrestaShop, Shopify, Shoper albo autorskiego, „skrojonego na miarę" systemu. Sklep po przeniesieniu wygląda dobrze, działa, przyjmuje zamówienia… a po kilku tygodniach okazuje się, że ruch z Google spadł o kilkadziesiąt procent, bo przy okazji „zgubiono" pozycje wypracowywane latami. Dobra wiadomość jest taka, że to ryzyko da się w dużej mierze wyeliminować — o ile pomyśli się o SEO przed migracją, a nie po niej.

Ryzyka migracji na Magento (adresy URL, treść i meta, indeksacja, start sklepu) i sposoby ich neutralizacji

Dlaczego migracja bywa groźna dla SEO

Google zna Twój sklep pod konkretnymi adresami URL i przypisuje im pozycje. Migracja bardzo często zmienia te adresy — inna struktura kategorii, inne końcówki, inny format linków produktowych. Jeśli stary adres przestaje istnieć i nic go nie zastępuje, Google trafia na błąd 404, a wraz z nim znika pozycja i ruch, które ta podstrona generowała. Do tego dochodzi ryzyko utraty treści (opisy kategorii, meta dane) oraz sytuacja, w której nowy sklep wystartuje przypadkiem zablokowany przed indeksacją. Każdy z tych problemów z osobna potrafi kosztować realną sprzedaż. Co istotne, mechanika jest ta sama niezależnie od platformy źródłowej — czy przenosisz się z WooCommerce, PrestaShop, Shopify, Shopera, czy starszej wersji Magento, Google patrzy na te same rzeczy: adresy URL, treść i indeksację.

Przekierowania 301 — fundament bezpiecznej migracji

Najważniejszy element to mapa przekierowań 301: lista, która każdemu staremu adresowi przypisuje jego odpowiednik w nowym sklepie. Przekierowanie 301 (trwałe) mówi Google: „ta strona przeniosła się tutaj na stałe" — i przenosi na nowy adres większość wypracowanej wartości SEO. Klucz to kompletność: mapa powinna obejmować nie tylko stronę główną, ale wszystkie kategorie, produkty, wpisy blogowe i podstrony, które miały ruch lub pozycje. Pominięte adresy to właśnie te ciche 404, które najczęściej odpowiadają za spadki.

Zachowaj strukturę i treść tam, gdzie się da

Im mniej zmieniasz, tym mniej ryzykujesz. Jeśli to możliwe, warto zachować dotychczasową strukturę adresów URL — wtedy część linków w ogóle nie wymaga przekierowań. Równie ważne jest przeniesienie treści, która pracuje na pozycje: tytułów stron (title), meta opisów, nagłówków H1 oraz opisów kategorii i produktów. To one mówią Google, o czym jest dana strona. Migracja bywa dobrym momentem, żeby te elementy poprawić — ale świadomie, a nie gubiąc je przy okazji przenoszenia danych.

Mapa strony i Search Console

Po uruchomieniu nowego sklepu trzeba wygenerować aktualną mapę strony (sitemap.xml) i zgłosić ją w Google Search Console — to przyspiesza ponowne zindeksowanie nowych adresów. Search Console jest też najlepszym narzędziem do pilnowania migracji: pokazuje, które adresy zwracają błędy, jak przebiega indeksacja i czy nie pojawiły się problemy, których nie widać gołym okiem. Warto obserwować ją szczególnie uważnie w pierwszych tygodniach po starcie.

Bezpieczny start: testy zamiast „na żywca"

Nowego sklepu nie uruchamia się „w ciemno". Przed przełączeniem ruchu warto przejść przez fazę testową na środowisku zbliżonym do produkcyjnego, sprawdzić działanie przekierowań na próbce najważniejszych adresów i upewnić się, że sklep nie startuje z blokadą indeksacji (przypadkowy noindex albo blokada w pliku robots to klasyczny, kosztowny błąd). Po starcie — monitoring błędów 404 i szybkie reagowanie na to, co się pojawi. Taki uporządkowany proces to różnica między migracją, której klienci w ogóle nie zauważą, a taką, po której trzeba miesiącami odrabiać straty.

Największe błędy przy migracji — i jak ich uniknąć

Większość spadków po migracji nie wynika z jednej wielkiej awarii, tylko z kilku powtarzalnych błędów. Oto te, które kosztują najwięcej:

  • Przekierowanie wszystkiego na stronę główną. Najczęstszy i najbardziej kosztowny błąd. Stary adres produktu powinien prowadzić do tego samego produktu w nowym sklepie, a nie na stronę główną — inaczej Google traktuje to jak „miękki 404" i i tak usuwa stronę z indeksu.
  • Niekompletna mapa przekierowań. Łatwo pamiętać o kategoriach, a zapomnieć o wpisach blogowych, stronach informacyjnych, starych promocjach czy adresach obrazków. Punkt wyjścia to eksport wszystkich indeksowanych adresów z Google Search Console (te z choćby jednym wyświetleniem w ostatnich 12 miesiącach) i zestawienie ich z mapą strony.
  • Zmiana struktury URL bez potrzeby. Jeśli adresy da się zachować — zachowaj je. Każda niepotrzebna zmiana to kolejne przekierowanie i kolejne ryzyko.
  • Start z blokadą indeksacji. Sklep, który wychodzi na produkcję z przypadkowym noindex albo blokadą w robots.txt (pozostałą ze środowiska testowego), potrafi wypaść z Google w kilka dni.
  • Łańcuchy i pętle przekierowań. Adres A → B → C rozmywa wartość SEO i spowalnia stronę. Przekierowania powinny prowadzić prosto do celu, jednym skokiem.
  • Duplikaty z paginacji i filtrów. Filtry (faceted navigation) i strony z paginacją potrafią wygenerować tysiące niemal identycznych adresów. Bez kontroli nad nimi (kanoniczne, reguły indeksacji) nowy sklep zalewa Google duplikatami zamiast wartościową treścią.
  • Zbyt szybkie wyłączenie starego sklepu. Stara platforma bywa potrzebna jeszcze po starcie — do weryfikacji danych i porównań. Wyłączenie jej „od ręki" potrafi odciąć dostęp do informacji, których później brakuje.

Na co uważać przy poszczególnych platformach

Zasady SEO są takie same niezależnie od platformy, ale każda ma swoje pułapki, bo inaczej buduje adresy URL:

  • PrestaShop → Magento. PrestaShop często umieszcza w adresie identyfikator (np. /12-nazwa-produktu.html). Magento generuje własne, czytelne adresy w innym formacie, więc praktycznie żaden stary URL nie „trafi" sam z siebie — kompletna mapa 301 jest tu obowiązkowa, nie opcjonalna.
  • WooCommerce → Magento. WooCommerce zwykle używa prefiksów typu /product/ i /product-category/, a filtry opiera o parametry w adresie. Trzeba zaplanować ich odpowiedniki w Magento i od początku zapanować nad duplikatami z filtrowania.
  • Shopify / Shoper → Magento. Platformy SaaS narzucają sztywną strukturę adresów (Shopify: /products/… i /collections/…) i dają ograniczoną kontrolę nad przekierowaniami po Twojej stronie. Kluczowe: wyeksportuj pełną listę adresów zanim opuścisz starą platformę — po przełączeniu domeny odzyskanie tych danych bywa trudne albo niemożliwe.
  • Starsze Magento → Magento 2. Struktura jest zbliżona, ale nie identyczna — zmieniają się m.in. końcówki adresów i klucze URL produktów. „Podobnie" to nie „tak samo", więc mapę i tak trzeba zweryfikować adres po adresie.

Skala bywa większa, niż się wydaje: dla średniej wielkości sklepu liczba reguł przekierowań łatwo przekracza kilka tysięcy. Dlatego migracji nie robi się „na oko" — potrzebna jest systematyczna mapa adresów, a nie ręczne zgadywanie.

Podsumowanie

Migracja na Magento nie musi oznaczać utraty pozycji ani sprzedaży — pod warunkiem, że SEO jest częścią planu od początku, a nie tematem, o którym ktoś przypomni sobie po awarii. Kompletna mapa przekierowań 301, zachowana struktura i treść, aktualna sitemap oraz kontrolowany start to zestaw, który w praktyce chroni to, co najcenniejsze: widoczność, na którą pracowałeś latami.

Planujesz migrację i chcesz przejść przez nią bez spadków w Google? Napisz do nas — pomożemy zaplanować proces tak, żeby sprzedaż nie ucierpiała.